Bycie dorosłym jest lepsze niż dzieciństwo, ponieważ można samodzielnie o sobie decydować. Minusem niestety jest to, że wraz z wejściem w dorosłość, coraz szybciej ubywa lat. Jednak kluczem do dobrego życia jest pielęgnowanie w sobie wewnętrznego dziecka, aby być forever young. Mnie pomaga w tym między innymi muzyka. Tym razem wybrałam się po nią do Ostrowa Wielkopolskiego.
Pierwotnie na koncert Alphaville miałam udać się w marcu do Olsztyna. Dzień przed wyjazdem ogłoszono kontynuację polskiej trasy i występy w kolejnych, bliższych mi miastach. Spontanicznie podjęłam decyzję, że poczekam na jesienne koncert. Mimo że wizja zwiedzenia Olsztyna była bardzo kusząca, finalnie zdecydowałam się na Ostrów Wielkopolski, ponieważ w dniu wrocławskiego koncertu planowałam być w Łodzi.
Ostrów Wielkopolski przywitał mnie lekko jesienną aurą. Droga do miasta była deszczowa i pochmurna, jednak długo wyczekiwany koncert napawał mnie radością. Długa droga powrotna już nieco mniej, jednak muzyczny wieczór skończył się dla mnie bardzo korzystnie czasowo. Trwał ok. 1,5. Sama arena przystosowana jest bardziej do wydarzeń sportowych, niżeli muzycznych, jednak akustycznie nie było najgorzej. Trybuny były niewygodne, miejsca siedzące nie miały oparć, były bardzo ciasno usytuowane, przez co trzeba było siedzieć sztywno i prawie "na baczność". Widok sceny przysłaniała mi delikatnie poręcz, jednak po odchyleniu się nieco w prawo, wszystko było wystarczająco widoczne.
Koncert był ok, niestety bez szału. Miałam wrażenie, że Marian Gold krzyczy, fałszuje i wszystkie piosenki brzmią identycznie. Identycznie średnio. W jednym z wywiadów wokalista przyznał, że gdy Alphaville wkraczał na muzyczne salony, Marian zupełnie nie potrafił śpiewać. Dopiero gdy kariera zaczęła nabierać rozpędu, zaczął uczyć się śpiewu. Powątpiewam w efekt tego przedsięwzięcia. Niemniej fantastycznie było usłyszeć znane i lubiane kawałki na żywo. Alphaville to legendarny, niemiecki zespół, który towarzyszył niejednej prywatce starszych pokoleń. Chociażby właśnie z tego względu bardzo chciałam usłyszeć go na żywo. Nie każdy ma taką okazję, a ja sobie ją sama sprawiłam. Przy okazji zwiedziłam Ostrów Wielkopolski. Małe, skromne miasteczko z kilkoma zabytkami.
Lubię te swoje muzyczne podróże. Zawsze prowadzą mnie do miejsc, które miło wspominam, mimo jakichś niedogodności. Głównie tych związanych z nocnymi powrotami z dalekich stron. Jeśli jednak życie ma stawiać przede mną tylko niedogodności tego typu, proszę ich więcej.
Jestem gotowa jeszcze na niejedną trasę koncertową w roli słuchacza.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz