Są takie koncerty, na widok zapowiedzi, których robi się ciepło na sercu. Bynajmniej nie dlatego, że pojawia się możliwość usłyszenia kogoś na żywo po raz wtóry. Istnieją zespoły, których nazwa przywołuje w głowie najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa. Pierwsze doświadczenia z muzyką, pierwsze plakaty wieszane na ścianie. Tak działa JUST5, który zjawił się na Opolszczyźnie, aby ogrzać moje serduszko.
Zespół JUST5 to więcej niż muzyczne wspomnienia. To błaganie rodziców o zakup czasopisma z plakatem w gratisie. To wyklejanie plakatami wszystkich ścian w pokoju. To wzdychanie do przystojnych, młodych ludzi, których sylwetek na plakatach nawet się nie znało. JUST5 to jedno z młodocianych wspomnień, do których udało mi się powrócić w najlepszym stylu, bo będąc pod sceną na koncercie tego zespołu.
I choć playback wspomagał nadal jurnych panów, ich głos również dało się usłyszeć. Miejsce w pierwszym rzędzie sprawiło, że miałam ich na wyciągnięcie ręki. Wpatrywałam się w Bartka Wronę, jak w obrazek, wyśpiewując największe hity zarówno z zespołowej, jak i solowej kariery. I choć występ nie trwał długo, pozwolił zatopić się pamięcią w beztroskich latach, które już nie wrócą.
To niesamowite, że muzyka może przenieść w przeszłość. Bartek i ekipa wciąż są bardzo uroczy, romantyczni, śpiewają o miłości i świetnie ruszają się na scenie. Różowa koszula podkreślała biel zębów wokalisty, a jego włosy ułożone identycznie, jak przed dwudziestoma laty udowadniają, że wiek to tylko liczba.
Reaktywacja JUST5 to jedna z lepszych decyzji podjętych w ostatnich latach na rynku muzycznym.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz