niedziela, 7 grudnia 2025

NENA, PROGRESJA, WARSZAWA 30.09.2025

Wrzesień przypieczętowałam koncertem, który był dla mnie niezwykłym zaskoczeniem. Dużo ludzi, roczniki raczej starsze, a przy tym dużo energii i bardzo późna pora koncertowa. NENA postanowiła odwiedzić Progresję, a ja nie omieszkałam towarzyszyć jej tego wieczoru.



Klubowy koncert to zdecydowanie nie mój typ, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w paszczę. Jaki bilet kupiłam, taki mam. Nie przypinam sobie, aby podczas jego zakupu można było wybrać lokal, w którym odbędzie się koncert. Czym prędzej wsiadam więc w tramwaj i mknę do Progresji. Lubię koncerty zamknięte, ale nie klubowe. Czuję się w nich przytłoczona, jest ciemno, śmierdzi papierosami, a do tego wszystkiego łokcie innych ludzi obijają się moją twarz. Plusem jest jednak często dobra akustyka i w przypadku tego wieczoru była ona bardzo dobra. 

Przed NENĄ w roli supportu wystąpiła jej córka Larissa Kerner z zespołem. Podczas jej występu było dużo energii, jeszcze więcej niemieckich słów, których nie rozumiałam, ale bawiłam się przednio. Oczekując gwiazdy wieczoru, skakałam z nogi na nogę. Szczególnie że zaczął otaczać mnie tłum i miałam ochotę jak najszybciej wyjść na świeże powietrze. 

Na moje komfortowe nieszczęście, a doświadczeniowo-muzyczne szczęście NENA grała ponad 2 godziny. Zagaiła do fanów po polsku, komentowała jednak wszystko na bieżąco po angielsku, śpiewając po niemiecku. Jakież było moje zdziwienie, gdy tłum na równi z NENĄ odśpiewywał w jej rodzimym języku każdy kawałek. Wzruszyło mnie to. Pokazało, że mimo różnic kulturowych, smutnych historii, które ciągną się za obiema krajami, muzyka może spajać. Gdybym tylko lepiej znała język niemiecki, dołączyłabym do tego gwarnego śpiewu. Czułabym się z pewnością jeszcze lepiej, niż czułam się wtedy, gdy na to wszystko patrzyłam. 

NENA to absolutna petarda. Pokazała, że wiek to tylko liczba. Można mieć energię i wyglądać seksownie, a przy tym czarować publiczność. Ta była zdecydowanie starsza ode mnie. Klimat był cudowny, w powietrzu latały balony, które zwieńczyły graną piosenkę „99 Luftballons”. Podczas koncertu zrozumiałam, który kawałek jest mi najbardziej bliski. Po latach słuchania Neny doszłam do wniosku, że jest to "In meinem Leben". Dopiero podczas koncertu nabrałam do tego kawałka większej sympatii niż dotychczas i od tamtej pory z całego repertuaru NENY ten numer gra u mnie najczęściej. Jest w nim dużo emocji, a ja takie numery lubię.

Koncert był świetny. NENA brzmiała, jakby ktoś odtworzył jej piosenki z płyty. Głos nie do zdarcia, nie do podrobienia i jednocześnie taki, który wychował kilka pokoleń.

Oby wychował jeszcze kilka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz