niedziela, 28 grudnia 2025

THE RASMUS, STODOŁA WARSZAWA, 13.11.2025

Ostatni warszawski koncert tego roku ma miejsce w Stodole. To zupełnie nowa dla mnie przestrzeń, choć znana z wielu relacji. I choć klubowe koncerty nie należą do moich ulubionych, kameralny charakter zachęca do dobrego nastawienia, co też niniejszym czynię, udając się przy tym pieszo na koncert.


Docieram na miejsce na styk, gdyż pędziłam do Stodoły prosto ze spotkania. A że było miło i przestrzennie, nie chciałam się tego szybko pozbywać na koszt ścisku i ciemności, która miała mnie przywitać w Stodole. Na powitanie kazano mi zostawić w szatni torebkę, ponieważ wnoszenie jej do sali zagraża bezpieczeństwu, natomiast zabranie z niej wszystkich przedmiotów i trzymanie ich w dłoni - już nie. Czego nie rozumiesz?! Tracąc więc całe 5 zł za szatnię, jednocześnie nie zostawiając w niej kurtki, bo obowiązku takiego nie było, udaję się z całym mandżurem na koncert.

Ten rozpoczyna się z opóźnieniem, bowiem The Rasmus (jak na gwiazdę przystało), wchodzi na scenę, gdy sala jest wypełniona po brzegi. I była. Przy jednym z nich stałam ja, prawie cała na czarno. Zmęczona i zdecydowanie nieprzygotowana na głośną muzykę, która towarzyszyła tego wieczoru Stodole.

Koncert trwał ok. 1,5 h. Mimo krótkiego występu, zespoł zdążył zagrać 21 kawałków. Było głośno, szybko, ciemno i duszno. Jak przystało na klubowe, a jednocześnie rockowe koncerty. Mimo że nie był to mój ulubiony koncert tego roku, warto było usłyszeć fińską kapelę na żywo. Nie każdy ma takie możliwości i za to doceniam swoje żyćko. Niekoniecznie jednak doceniam pijanych ludzi, którzy tysiąc razy podczas koncertu musieli udać się do baru, ocierając się o moje ramiona i przestawiając mnie z kąta w kąt.

Stodoła do gustu mi nie przypadła. Meliniarskie koncerty od lat mnie nie bawią, jeśli jednak zdaży się okazja, aby zobaczyć na żywo kogoś ważnego, przymknę oko na niedociągnięcia tego miejsca i ponownie stanę się jego gościem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz