sobota, 11 kwietnia 2026

EROS RAMAZZOTTI, TAURON ARENA KRAKÓW, 08.04.2026

To jeden z ważniejszych koncertów w tym roku. Nie mogłam się go doczekać nie tylko ze względu na artystę, którego miałam usłyszeć, czy włoską energię, której pragnęłam, ale też obiekt, który najzwyczajniej lubię. Po raz kolejny Tauron Arena nie zawiodła.


Koncert Erosa Ramazzottiego rozpoczął się punktualnie i nie poprzedzał go support. Artysta pojawił się na scenie w towarzystwie muzyków i chórku, składającego się trzech absolutnie przepięknych kobiet. Nie mogłam przestać podziwiać ich urody. Podobnie zresztą jak urody samego Erosa Ramazzottiego. Jest bardzo przystojny, w sam raz do schrupania. Do tego ta włoska energia i talent. Mieszanka wybuchowa.

Występ był rewelacyjny. Nie wiem, jak to się stało, że kupiłam bilet na płytę (zakładam, że cena była atrakcyjna, bo niczym innym nie jestem w stanie tego uzasadnić), ale mimo obaw z nią związanych, bawiłam się na niej bardzo dobrze. Prawie wszystko widziałam, nikt mnie nie ściskał i nie było duszno. Do tego miałam gdzie pląsać i czułam zabawową energię od innych ludzi, czego na trybunach ze świecą szukać. Kręgosłup przypomniał o sobie od tego stania, ale późniejszy sen złagodził ból.

Jestem pod wrażeniem interakcji z publicznością. Wokalista często pojawiał się wśród ludzi, w trakcie koncertu robił zdjęcia, zostawiał autografy, rozmawiał z fanami. Nawet jeśli to część jego pracy, wykonuje ją lepiej niż młode gwiazdy, które mogłyby mu buty czyścić. Myślę, że za to publiczność go kocha, bo po prostu dla niej jest. Zawsze. Przy jednym kawałku wyświetlany był tekst, abyśmy mogli wszyscy razem zaśpiewać. Między piosenkami było też kilka głosowych wstawek, tłumaczych na telebimach na język angielski.

Niezmiennie wzruszam się na myśl, że dane jest mi żyć w czasach, w których żyją tak wspaniali muzycy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz