Lipiec nie obfituje w koncerty, ale pozwala docenić ciepłe wieczory i spędzić je poza muzycznymi szlakami. Nie pozbawia jednocześnie wrażeń, których dostarcza muzyka. Przyjemny, letni wieczór spędziłam we Wrocławiu.
Narodowe Forum Muzyki odwiedziłam po raz pierwszy. Ładne miejsce, szkoda tylko że nie leży gdzieś na obrzeżach miasta. Sala duża, kliamatyzacja działała, czego chcieć więcej?!
Koncert rozpoczął się punktualnie i trwał stosunkowo krótko. Po ok. godzinie muzycy zeszli ze sceny, pojawiając się na jeszcze ok. 25 minut w ramach dwóch bisów. Zagrane zostały zarówno stare, jak i nowe kawałki.
Moje pierwsze słowa po ujrzeniu Suzanne na scenie brzmiały: "Ooo, ale słodziak!". Wokalistka jest filigranowa, urocza, dziewczęca jak na swoją dojrzałość. Wygląda też jak nastolatka. Świetnie się trzyma i jeszcze lepiej śpiewa. To niesamowite, że bez otoczki brzmi, jakby był z nią ogromny zespół i mnóstwo fajerwerków. Talent i praca w czystej postaci.
Wokalistka śpiewała w akompaniamencie gitar (na jednen z nich grała sama) oraz wiolonczeli. Cieszę się, że miałam okazję usłyszeń tak ważną dla sceny muzycznej postać, w dodatku w kameralnej odsłonie i z bliska (dzięki systemowej zamianie miejsc, która nastąpiła na kilka dni przed koncertem).
To był dobry wieczór i czekam na więcej!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz