Głupi ma zawsze szczęście. Tak opisałabym sprawioną sobie możliwość usłyszenia dwóch muzycznych legend podczas jednego wieczoru. Udział w koncercie trafił mi się jak ślepej kurze ziarno albo szóstka w Totka osobie, która nigdy w niego nie zagrała. Mowa oczywiście o występie zespołu Whitesnake, którego w Krakowie na pożegnalnym koncercie supportował Europe. Czy może być lepsze kombo?













